Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niebieski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niebieski. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 3 grudnia 2013
Delikatne akcenty
Za oknem piękna wiosna (naprawdę - słońce świeci, ciepło, trawa wynurza się spod śniegu, tylko ptaki jakoś nie chcą spiewać), a mnie dopadło przeziębienie. Nie dam rady zabrać się za nic konkretnego, leżę w łóżku
i czytam. Wstaję tylko, żeby zrobić sobie herbatę i przy okazji zabawić się w ułożenie małej kompozycji, już delikatnie w klimacie bożonarodzeniowym. Filiżanka z niebieskim wzorkiem, choć wcale nie zimowym, zamiast jodły rozmaryn, zamiast pierniczków ciasteczka gryczane - ale klimat jest (tak sądzę).
Przy okazji - krzak rozmarynu w donicy to może być pomysł na choinkę. Niekonwencjonalną, ale też zieloną
i pachnącą.
A zestaw porcelanowy to nabytek nowy, ale stary - oznaczony sygnaturą stosowaną w latach 1909-1925.
sobota, 17 sierpnia 2013
Zamiast w kolejce do kolejki...
Długi sierpniowy weekend, pogoda jak marzenie. Tłumy rodaków przemierzają Polskę. Po co? Jak donoszą media po to, by skoncentrować się w rejonie Tatr. Tam z lubością oddają się następującym zajęciom: stanie w kolejce do kolejki na Kasprowy Wierch, stanie w kolejce do wejścia na szczyt Giewontu, maszerowanie w tłumie podobnych im amatorów mocnych wrażeń drogą do Morskiego Oka. Rekomendowane są tu klapki, w których potem można zdobyć Rysy ;). (Żartuję oczywiście, nie pozywajcie mnie do sądu, jeśli doznacie obrażeń uprawiając turystykę górską w takim obuwiu). Nie zapominajmy również o relaksującym spacerze po Krupówkach. Można i tak. Ale można też inaczej. Ja wybrałam to:
Wycieczka na Mogielicę. Na szlaku nie było całkiem pusto - Mogielica, najwyższy szczyt Beskidu Wyspowego, jest dosyć popularnym celem wycieczek, zwłaszcza od kiedy na jej szczycie wybudowano wieżę widokową (można ją dostrzec ponad lasem na zdjęciu poniżej). Jednak biorąc to pod uwagę, jak również ten szczególny dzień i fantastyczne warunki pogodowe - chyba rzeczywiście wszyscy tłoczą się przed kolejką na Kasprowy :). Czy słusznie? Hmm... Niczego nie sugeruję ;). Dodam jeszcze tylko, że żeby wejść na wieżę widokową nie czekałam ani minuty, a wędrując przez polanę Stumorgi, gdzie zrobiłam dzisiejsze zdjęcia, miałam ją prawie całkiem dla siebie.
Zaczyna kwitnąć goryczka trojeściowa, pełnia jej kwitnienia nastąpi pod koniec sierpnia. W zeszłym roku fotografowałam goryczki na innej polanie pod Mogielicą, Wyśnikówce, która staje się wtedy cała niebieska (zdjęcia TUTAJ).
Jutro postaram się zafundować sobie coś równie miłego, a w następnym wpisie zapraszam Was na przelot żurawi - sierpniowe origami. Udanej niedzieli!
Wycieczka na Mogielicę. Na szlaku nie było całkiem pusto - Mogielica, najwyższy szczyt Beskidu Wyspowego, jest dosyć popularnym celem wycieczek, zwłaszcza od kiedy na jej szczycie wybudowano wieżę widokową (można ją dostrzec ponad lasem na zdjęciu poniżej). Jednak biorąc to pod uwagę, jak również ten szczególny dzień i fantastyczne warunki pogodowe - chyba rzeczywiście wszyscy tłoczą się przed kolejką na Kasprowy :). Czy słusznie? Hmm... Niczego nie sugeruję ;). Dodam jeszcze tylko, że żeby wejść na wieżę widokową nie czekałam ani minuty, a wędrując przez polanę Stumorgi, gdzie zrobiłam dzisiejsze zdjęcia, miałam ją prawie całkiem dla siebie.
Morze traw i szczyt Mogielicy (z wieżą widokową) widziany z polany Stumorgi
Zaczyna kwitnąć goryczka trojeściowa, pełnia jej kwitnienia nastąpi pod koniec sierpnia. W zeszłym roku fotografowałam goryczki na innej polanie pod Mogielicą, Wyśnikówce, która staje się wtedy cała niebieska (zdjęcia TUTAJ).
Jutro postaram się zafundować sobie coś równie miłego, a w następnym wpisie zapraszam Was na przelot żurawi - sierpniowe origami. Udanej niedzieli!
niedziela, 21 lipca 2013
wtorek, 2 lipca 2013
Nowe ze starego
Puszka białej farby i zestaw kolorowych pigmentów (ze szczególnym uwzględnieniem niebieskiego) to w moim domu zapasy, które zawsze mam pod ręką. W końcu nigdy nie wiadomo, kiedy człowieka najdzie ochota, żeby coś pomalować. Tym razem padło na stare łóżko polowe, wydobyte z czeluści garażu, z którego zrobiłam wesołą ogrodową leżankę. Potrzebny był jeszcze kawałek niebieskiej tkaniny w grochy pokrytej warstwą plastiku (Ikea) i stary grat zyskał nowe życie, a ja - wygodną polową czytelnię.
Pamiętam, że nawet w czasach świetności tego łóżka niechętnie z niego korzystałam, ale teraz bardzo mi się podoba. Jest zaskakująco wygodne, a przy tym lekkie, mogę z nim bez trudu podążać za słońcem (lub cieniem). No i jest niebieskie! A latem szczególnie podoba mi się połączenie błękitu i czerwieni, jak niebo nad polem pełnym maków...
W wolnych chwilach, tych, których nie wykorzystuję na lekturę, dziergam szydełkowe poduszki i dywaniki. Ekodizajn - recykling bawełnianych podkoszulków.
poniedziałek, 24 czerwca 2013
Kupidynek (Catananche caerulea)
O mały włos, a zapomniałbym, że moja rozsada kupidynka już nadaje się do posadzenia w gruncie. Potem długie pasmo deszczu, a po nim fala upałów, uniemożliwiły mi naprawienie tego przeoczenia. Dzisiaj jednak upał zelżał, szczęśliwie jeszcze nie pada i kupidynki powędrowały nareszcie na łąkową rabatę.
Kupidynek (Catananche caerulea) to bylina pochodząca z rejonu Morza Śródziemnego. Kwiaty (koszyczki), pojawiające się od czerwca do września, barwy błękitnej lub białej wyrastają na długich (do 60 cm) łodygach nad rozetą trawiastych, szarozielonych liści. Z wyglądu przypominają kwiaty cykorii podróżnik - nic dziwnego, obie rośliny należą do rodziny Asteraceae (astrowate), są więc spokrewnione. Kupidynek może też przywodzić na myśl chabry, więc pięknie będzie wyglądał przede wszystkim w nasadzeniach naturalistycznych. Rozmnażamy go z nasion sianych na rozsadę od marca do maja. Rozsadę sadzi się od maja do sierpnia w rozstawie 30 x 30 cm. Wcześnie wysiane rośliny mają szansę zakwitnąć już w tym samym roku. Kupidynek lubi stanowiska słoneczne (to najważniejsze) i dosyć suche, glebę lekką, przepuszczalną, o odczynie zasadowym lub obojętnym. Nadaje się do ogródków skalnych.
Podobno kupidynek był w starożytnej Grecji używany do przyrządzania eliksirów miłosnych, jako ich kluczowy składnik - stąd jego nazwa. W języku angielskim jest nawet nazywany "strzałą Kupidyna" (Cupid's dart). Ja jednak posadziłam go nie dla jego magicznych właściwości, a dla wdzięcznych kwiatów w moim ulubionym kolorze i długiego okresu kwitnienia. Być może w przyszłości obsadzę go macierzanką wczesną lub omszoną, na razie między sadzonkami dosadziłam jeszcze trochę czarnuszki, laku jednorocznego i parę sadzonek lnu. A jeśli chodzi o kupidynka, to martwią mnie tylko jego wymagania glebowe, bo sucha, przepuszczalna i zasadowa gleba to odwrotność tego, na czym leży mój ogród... Postanowiłam dać mu jednak szansę.
Ładnie będzie? Rabata ma kształt zbliżony do nieregularnej "łezki" (bardzo nie lubię kół i kwadratów w ogrodzie). Z tyłu macierzanka piaskowa i cytrynowa, rojnik i samosiejki: babka lancetowata i margerytki (popularnie mówiąc - chwasty, ale bardzo tu pasują).
![]() |
| Źródło: pondsedge.com |
| Źródło: Wikimedia Commons |
Podobno kupidynek był w starożytnej Grecji używany do przyrządzania eliksirów miłosnych, jako ich kluczowy składnik - stąd jego nazwa. W języku angielskim jest nawet nazywany "strzałą Kupidyna" (Cupid's dart). Ja jednak posadziłam go nie dla jego magicznych właściwości, a dla wdzięcznych kwiatów w moim ulubionym kolorze i długiego okresu kwitnienia. Być może w przyszłości obsadzę go macierzanką wczesną lub omszoną, na razie między sadzonkami dosadziłam jeszcze trochę czarnuszki, laku jednorocznego i parę sadzonek lnu. A jeśli chodzi o kupidynka, to martwią mnie tylko jego wymagania glebowe, bo sucha, przepuszczalna i zasadowa gleba to odwrotność tego, na czym leży mój ogród... Postanowiłam dać mu jednak szansę.
Ładnie będzie? Rabata ma kształt zbliżony do nieregularnej "łezki" (bardzo nie lubię kół i kwadratów w ogrodzie). Z tyłu macierzanka piaskowa i cytrynowa, rojnik i samosiejki: babka lancetowata i margerytki (popularnie mówiąc - chwasty, ale bardzo tu pasują).
środa, 29 maja 2013
Akwamaryn
Akwamaryn. Jeden z moich ulubionych kamieni. W kolorze morskiej toni i moich oczu. Symbolizuje miłość, radość i szczęście.
Już od dawna nie kupuję standardowej biżuterii. Wolę ją sama wymyślać. Tak jak ten srebrno-akwamarynowy komplet, naszyjnik i kolczyki o barwie chłodnego lata.
czwartek, 21 marca 2013
Kolorem wiosny 2013 jest...
Kiedy firma Pantone ogłasza kolor roku, na blogach i stronach pism o wnętrzach i designie błyskawicznie pojawiają się aranżacje w tym kolorze. Wzeszłym roku był nim mandarynkowy, a w 2013 kolorem roku ma być szmaragdowy. Chętnie zgodzę się z twierdzeniem, że Pantone wie, jak kolor zdefiniować, ale nie widzę potrzeby, żeby biec do sklepów i kupować meble, dodatki i tkaniny w kolorze szmaragdowym. Albo żeby na szmaragdowo przemalować ściany w salonie. Dla mnie kolorem wiosny 2013 jest nie szmaragdowy, a (pozostajemy wśród kamieni szlachetnych)
turkusowy
W moim domu turkusowe są pisanki, cudownie miękki szalik, który na drutach zrobiła dla mnie moja siostra (idealny na wiosnę bez wiosny) i biografia Tove Jansson, za której czytanie wreszcie się zabrałam i o której wspominałam już na blogu. I jeszcze sporo innych rzeczy.
Jeśli chodzi o książkę, to czyta się ją bardzo dobrze. To opowieść o osobie, której treścią życia była praca. Praca. I miłość. Jestem w roku 1949 i Tove Jansson jest przede wszystkim malarką. Wydała też już trzy tomy opowiadań o Muminkach, dwa pierwsze sprzedały się w ilości... około 200 (dwustu) egzemplarzy. Dopiero trzecia książka spotkała się z większym zainteresowaniem i Tove stoi właśnie na progu sławy jako autorka książek dla dzieci. Twórczość Tove Jansson wynikała bezpośrednio z jej przeżyć i to jest w książce bardzo dobrze pokazane. Spodziewałam się jednak nieco szerszego tła historyczno-społecznego, tego mi w tym opisie brakuje. Warto zaznaczyć, że oryginalny tytuł książki to "Tove Jansson. Ord, bild, liv", czyli "słowa, obrazy, życie". Polski wydawca postanowił jednak przedstawić tę artystkę o złożonej osobowości twórczej jako "Mamę Muminków", czyli wyłącznie jako autorkę książeczek dla dzieci. Trochę to niesprawiedliwe...
niedziela, 17 marca 2013
W niedzielę rano...
Bez obaw, nic mi się nie pomyliło, wiem, że to jeszcze nie Niedziela Wielkanocna. Po prostu robię próbę. Na Wielkanoc musi być (czytaj: lubię, żeby była) drożdżowa babka. A że babki w ogóle piekę tylko raz w roku, postanowiłam zrobić sobie trening, żeby w Wielką Sobotę, kiedy przyjdzie pakować koszyk ze święconką, uniknąć rozczarowania. Chyba się udało :).
Pisanki tym razem bardziej konwencjonalne niż poprzednio, a w tle odmalowana przeze mnie wczoraj stara półeczka. Oryginalnie - opakowanie kompletu przypraw, teraz pełni rolę inkubatora dla sadzonek pelargonii, a przy okazji - wiosennej dekoracji.
Dzisiaj od rana cudownie świeci słońce, więc skoro świt pobiegłam do ogrodu z aparatem fotograficznym. Cały świat lśni, skrzy się, błyszczy! I tak się w tym fotografowaniu zapamiętałam, że mało brakowało, a odmroziłabym sobie palec wciskający spust migawki.
Zwróćcie uwagę, jak idealnie kolor nieba komponuje się z kolorem półki i pisanek :)
No cóż, piękną mamy zimę tej wiosny...
środa, 27 lutego 2013
Wiosna w domu
Czekając na wiosnę prawdziwą, zafundowałam sobie jej namiastkę w domu. Mój parapetowy ogródek jest w pełni kwitnienia.
Znalazły się w nim też pierwsze sadzonki (truskawka "Temptation") i zaszczepki pobrane z pelargonii.
W salonie znowu zmiany. Właściwie drobne, choć efekt bardzo rzuca się w oczy. Już na pewno ostatnie - w każdym razie na najbliższe pół roku ;). Dominuje mój ulubiony kolor - niebieski - w różnych odcieniach, wzbogacony drobnymi akcentami żółtego i fuksji.
Na ścianie znów znalazła się tapeta, która wisiała tu zeszłej wiosny. Tkanina, którą przedtem tu zawiesiłam, wprowadzała jednak zbyt duży nieporządek. Ale znalazłam dla niej inne zastosowanie. Wróciła na ścianę - tym razem oprawiona w ramkę jako obraz. Oprócz tego uszyłam z niej obrus i zasłonę.
Kolor, kolor i jeszcze raz kolor! Szare jest piękne, ale chwilowo nie mam na to ochoty.
Wczoraj dotarła do mnie paczuszka z zamówionymi nasionami - w następnym wpisie będzie o sianiu i sadzeniu. I trochę zdjęć z lata.
Miłego dnia!
Znalazły się w nim też pierwsze sadzonki (truskawka "Temptation") i zaszczepki pobrane z pelargonii.
W salonie znowu zmiany. Właściwie drobne, choć efekt bardzo rzuca się w oczy. Już na pewno ostatnie - w każdym razie na najbliższe pół roku ;). Dominuje mój ulubiony kolor - niebieski - w różnych odcieniach, wzbogacony drobnymi akcentami żółtego i fuksji.
Na ścianie znów znalazła się tapeta, która wisiała tu zeszłej wiosny. Tkanina, którą przedtem tu zawiesiłam, wprowadzała jednak zbyt duży nieporządek. Ale znalazłam dla niej inne zastosowanie. Wróciła na ścianę - tym razem oprawiona w ramkę jako obraz. Oprócz tego uszyłam z niej obrus i zasłonę.
Kolor, kolor i jeszcze raz kolor! Szare jest piękne, ale chwilowo nie mam na to ochoty.
Wczoraj dotarła do mnie paczuszka z zamówionymi nasionami - w następnym wpisie będzie o sianiu i sadzeniu. I trochę zdjęć z lata.
Miłego dnia!
wtorek, 12 lutego 2013
Dzień dobry!
Małe przyjemności...
Nieśmiertelne goździki, pastelowe wazoniki* i nowa filiżanka. Kupiona na przecenie po rozsądnej cenie. (Skąd te rymy mi się biorą?) Tym razem nie polska - bone china made in China. Wyjątkowo w tym przypadku "chińska" dobrze się kojarzy.
Miłego dnia, dzisiaj ostatki!
* Wazoniki ze słoików i butelek malowanych od środka. Trochę farby (nadaje się farba do drewna i metalu) wlewamy do środka i delikatnie obracając słoik rozprowadzamy po ściankach. Nadmiar wylewamy i zostawiamy do wyschnięcia.
sobota, 19 stycznia 2013
Mama Muminków
Czasem tak bywa. Wybrałam się po inną książkę, do przystanięcia przed właśnie tym regałem skłoniła mnie jeszcze inna, a gdy już się tam zatrzymałam, na najniższej półce zobaczyłam "Mamę Muminków". Wtedy sobie przypomniałam, że ta książka była na mojej liście już od dawna. Nie dając sobie dużo czasu rozmyślenie się, już po chwili wędrowałam do kasy z wszystkimi trzema (decyzja o zakupie książki nie może przecież być złą decyzją).
"Tove Jansson. Mama Muminków" to biografia, która powstała na podstawie archiwum domowego pisarki. Po jej śmierci opiekowała się nim Tuulikki Pietilä, towarzyszka życie Tove. Dokumenty zostały przekazane przyjaciółce domu i profesor literaturoznawstwa Boel Westin i to ona jest autorką tej bardzo obszernej i drobiazgowej biografii.
Czego spodziewam się po tej książce? Opisu życia helsińskiej artystycznej bohemy z pierwszych dekad XX w. (Tove, pisarka i malarka była również córką rzeźbiarza i rysowniczki, więc przez całe życie przebywała w wyjątkowym środowisku). Klimatu tego miasta, do którego wciąż mam sentyment. Wakacji na maleńkiej wysepce, jakimi usiane jest wybrzeże Finlandii. I oczywiście chciałabym się dowiedzieć, jak narodziły się takie postacie jak Włóczykij (mój idol), Mała Mi (złośliwi twierdzą, że to ja byłam pierwowzorem ;)) i budząca niepokój Buka.
W czasach mojego dzieciństwa czytane przeze mnie opowieści o Muminkach to były książki biblioteczne. Pamiętam, że największe wrażenie zrobiła na mnie "Kometa nad Doliną Muminków". W swojej własnej biblioteczce mam tylko jedną książkę z tej serii, wydanie dużo późniejsze. Teraz, popijając herbatę i przeglądając biografię Tove Jansson, wspominam czasy, kiedy jej książki, już nie o Muminkach, kupowałam w Akateeminen Kirjakauppa/Akademiska Bokhandeln w angielskim przekładzie, bo przecież nigdy nie nauczyłem się szwedzkiego (Tove należała do szwedzkojęzycznej mniejszości). A ponieważ jest to blog głównie o wnętrzach, dodam, że herbatę popijam (jakżeby inaczej) z kubka sztandarowej fińskiej marki Arabia z Włóczykijem. Seria naczyń Arabii z Muminkami to właściwie dla Finów przedmioty "kultowe".
Oczywiście kiedy już książkę przeczytam, nie omieszkam napisać, czy spełniła moje oczekiwania. A już wkrótce zapraszam na wpis z cyklu "Inspiracje". Tym razem będą to inspiracje z Finlandii.
Boel Westin "Tove Jansson. Mama Muminków. Biografia". Przekład: Bogumiła Ratajczak. Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2012.
środa, 4 lipca 2012
Na poddaszu
To miał być wpis o naszym prywatnym letnim kinie plenerowym. Seans odbył się w ubiegłą sobotę. Pogoda dopisała, ekran zawisł na balustradzie tarasu, widownia rozsiadła się pod jabłonią na fotelach i leżakach. Bufet był pod modrzewiem, a na lipie zawisły lampiony ze słoików, tworzące bajkowy nastrój. Świeciły też świetliki. Jednym słowem, impreza się udała. Niestety zdjęcia już nie. A więc zamiast tego, zapraszam na poddasze. Chyba jestem już z niego zadowolona na tyle, by je pokazać publicznie.
To miejsce mogłabym nazwać minisalonikiem, ale naprawdę jest to po prostu przestrzeń łącząca resztę pomieszczeń na poddaszu. Można tu posiedzieć, poczytać i porozmyślać. To chyba najbardziej sielankowy pokój w całym domu, urządzony w pastelowych niebieskich odcieniach z domieszką różu. Dominuje, rzecz jasna, biel.
Bardzo lubię wszelkie kłębki, motki i szpulki. Uważam je za doskonałą dekorację. A poza tym, czasem można z nich coś praktycznego wydziergać.
Na parapecie pelargonie - dla dopełnienia sielskiego nastroju.
To miejsce mogłabym nazwać minisalonikiem, ale naprawdę jest to po prostu przestrzeń łącząca resztę pomieszczeń na poddaszu. Można tu posiedzieć, poczytać i porozmyślać. To chyba najbardziej sielankowy pokój w całym domu, urządzony w pastelowych niebieskich odcieniach z domieszką różu. Dominuje, rzecz jasna, biel.
Bardzo lubię wszelkie kłębki, motki i szpulki. Uważam je za doskonałą dekorację. A poza tym, czasem można z nich coś praktycznego wydziergać.
Na parapecie pelargonie - dla dopełnienia sielskiego nastroju.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






































