Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porcelana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porcelana. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 3 grudnia 2013
Delikatne akcenty
Za oknem piękna wiosna (naprawdę - słońce świeci, ciepło, trawa wynurza się spod śniegu, tylko ptaki jakoś nie chcą spiewać), a mnie dopadło przeziębienie. Nie dam rady zabrać się za nic konkretnego, leżę w łóżku
i czytam. Wstaję tylko, żeby zrobić sobie herbatę i przy okazji zabawić się w ułożenie małej kompozycji, już delikatnie w klimacie bożonarodzeniowym. Filiżanka z niebieskim wzorkiem, choć wcale nie zimowym, zamiast jodły rozmaryn, zamiast pierniczków ciasteczka gryczane - ale klimat jest (tak sądzę).
Przy okazji - krzak rozmarynu w donicy to może być pomysł na choinkę. Niekonwencjonalną, ale też zieloną
i pachnącą.
A zestaw porcelanowy to nabytek nowy, ale stary - oznaczony sygnaturą stosowaną w latach 1909-1925.
piątek, 22 listopada 2013
Ostatki
W oczekiwaniu na zimę...
Tak, zdjęcia są dzisiejsze, chociaż gdyby nie to szarawe jesienne światło, z powodzeniem mogłyby udawać wiosnę. Listopad do tej pory był tak łagodny, że trawnik obrósł łanami stokrotek, lak i kocimiętka wciąż kwitną i znalazłam nawet kilka pierwiosnków.
A poza tym - opony wymienione na zimowe, przegląd samochodu zrobiony, w domu nowy piec zamontowany. Czekam na śnieg, niech pada...
Tak, zdjęcia są dzisiejsze, chociaż gdyby nie to szarawe jesienne światło, z powodzeniem mogłyby udawać wiosnę. Listopad do tej pory był tak łagodny, że trawnik obrósł łanami stokrotek, lak i kocimiętka wciąż kwitną i znalazłam nawet kilka pierwiosnków.
A poza tym - opony wymienione na zimowe, przegląd samochodu zrobiony, w domu nowy piec zamontowany. Czekam na śnieg, niech pada...
środa, 1 maja 2013
Małe jest piękne
Wiosenna dekoracja. Przepis jest prosty. 1. Wyjdź przed dom i zobacz, jaki prezent ma dzisiaj dla ciebie Natura. Stokrotki - są wszędzie. Fiołki, zawilce, rzeżucha łąkowa - znalazłam je na moim trawniku. Barwinek i szafirki z grządki. 2. Zerwij kilka i włóż do małego wazonu, słoiczków, flakoników. Albo do maleńkiej starej filiżanki. 3. Naciesz oczy.
Filiżankę przywiozłam z ostatniego wyjazdu do Jeleniej Góry. W niedzielę, kiedy już zbieraliśmy się do odjazdu, zauważyłam, że pod arkadami przy rynku rozłożył się mały targ staroci. I nie mogłam sobie odmówić przyjemności wyszperania czegoś na pamiątkę z tej podróży. Oczywiście mogła to być tylko maleńka urocza filiżanka.
Wkrótce moja relacja z ostatniej premiery w jeleniogórskim teatrze. A dziś Święto Pracy, więc wracam do pracy - w ogrodzie.
sobota, 16 lutego 2013
INSPIRACJE: Porcelana z polskich fabryk. Część 2
Ćmielów
Ćmielów to miasteczko na Wyżynie Sandomierskiej, leżące niedaleko Ostrowca Świętokrzyskiego. Dziś ta nazwa jednoznacznie kojarzy się z porcelaną, bo w Ćmielowie znajduje się najstarsza z wciąż działających polskich fabryk porcelany, funkcjonująca dziś pod nazwą Zakłady Porcelany "Ćmielów" sp. z o.o. Jej historia sięga końca XVIII lub początku XIX w. Początkowo ćmielowska manufaktura wytwarzała fajans, porcelanę zaczęto w niej produkować około połowy XIX w. Ćmielowska fabryka to ponad dwa wieki świetnych tradycji, udało się jej przetrwać wszystkie dziejowe zawieruchy. A co dziś ma do zaoferowania?
Jeśli chodzi o nowoczesne linie ćmielowskich wyrobów, to muszę przyznać, że w większości nie przemawiają do mnie. Ćmielów nie ma ani jednego serwisu o zupełnie prostych kształtach. Wydają mi się nieco "przekombinowane", a ich dekoracje nieciekawe. Wyjątkiem jest fason "Quebec" -zupełnie proste talerze plus ciekawa forma głębokich naczyń (nie jestem jednak pewna czy ergonomiczna). W wersji białej, niedekorowanej wygląda świetnie:
Filiżanki z linii "Quebec" występują też jako kolekcja Ewy Minge:
Cóż, bardzo ładne, ale złośliwie zapytam, czy trzeba było aż Ewy Minge, żeby pomalować uszko na złoto i namalować złotą obrączkę na spodku? O ile jednak standardową filiżankę "Quebec" może mieć w domu każdy, to filiżankę z kolekcji Ewy Minge - nieliczni. No ale o to przecież chodzi.Sztandarową linią Ćmielowa jest "Rococo" - historia tego wzoru sięga jeszcze XIX w. Najbardziej podoba mi się białe "Rococo" ze złotym brzegiem:
a także serwis z delikatnymi kwiatowymi dekoracjami, mający "babciny" urok:
We współczesnej ofercie ćmielowskie zakłady mają też wzory zaprojektowane w latach 30. ubiegłego wieku i te wydają mi się najciekawsze, być może zresztą dlatego, że w ogóle okres dwudziestolecia międzywojennego mnie fascynuje. Mamy więc serię "Bolero" o pięknym i raczej tradycyjnym kształcie:
lecz Ćmielów (jako "kolekcje specjalne") produkuje też dwa inne wzory, również zaprojektowane w latach 30, ale o bardzo odważnej, modernistycznej formie. To serwis do kawy "Kula":
oraz serwis do kawy "Płaski":
"Kula" - dla koneserów art déco, ale "Płaski" mógłby się sprawdzić również w normalnym użytkowaniu.
W standardowej ofercie jest seria "Lwów", projekt inspirowany serwisem o tej samej nazwie, produkowanym w okresie międzywojennym:
oraz seria "Pułaski" (nie mylić z płaski), nawiązująca do stylistyki lat 30.
Gdybym z oferty Ćmielowa wybierała coś dla siebie, chyba zdecydowałbym się na "Pułaski" ze zdjęcia powyżej - bardzo elegancki, a jednocześnie uniwersalny, sprawdzi się w każdej sytuacji i w każdym wnętrzu. Albo "Bolero", pierwszy serwis z trzech pokazanych - bardziej kobiecy i dekoracyjny.
Wasze typy?
***
Zdjęcia ze stron:
www.porcelana-cmielow.pl
sklep.porcelana-cmielow.pl
www.porcelana-cmielow.com
czwartek, 14 lutego 2013
Raz w roku...
Przepraszam, że tak nie w porę. Skończył się karnawał i od wczoraj bardziej stosowny jest popiół lub proch (z którego powstałeś), a ja się zamiast tego z pudrem wyrywam... Z cukrem pudrem (i w dodatku nie piszę o walentynkach). Chodzi o...
...ostatki. Tradycji stało się zadość. Co prawda nie tej, która nakazuje wybawić się do upadłego przed postem,
a jedynie tej, która żąda, by zjeść coś smażonego w głębokim tłuszczu... ale jednak. Na takie specjały mam ochotę tylko raz do roku - w ramach kultywowania tradycji właśnie. I tylko robione w domu, jakoś nie mam zaufania do smażenia przemysłowego (frytek masowej produkcji też nie jadam). Wybrałam się do Mamy - umówiłyśmy się na robienie faworków. Podział pracy był następujący: wyrabianie ciasta - robot, wałkowanie, wycinanie i zwijanie - ja, smażenie - Mama. Oprószyłyśmy chrust cukrem pudrem, delikatnie, tak jak pierwszy śnieg obsypuje chrust w lesie. Potem wyciągnęłyśmy porcelanowy serwis... Chyba wszyscy już wiedzą, że lubię filiżanki.
Pamiątka po babci, której już nie zdążyłam poznać. Życie przemija, pozostają przedmioty... a jednak myśl w klimacie wielkopostnym. Jeśli chodzi o te konkretne przedmioty, to przetrwały pewnie tylko dlatego, że w czasach mojego dzieciństwa nigdy (lub prawie nigdy) ich nie używaliśmy. Stały... właściwie nie pamiętam gdzie. Pewnie za szybą w meblościance. Pamiętam jednak, że kiedy byłam małą dziewczynką, fascynowała mnie zwłaszcza oblewająca je perłowa, opalizująca glazura. Cieniutkie i połyskujące wydawały mi się przedmiotami z innego świata, takiego, w którym mogłyby żyć księżniczki i wróżki. Zupełnie innego niż kryzysowe lata 80.
Dzisiaj też mi się podobają. Serwis pochodzi z lat 60. i musiał być wtedy bardzo popularny. A może jedyny dostępny w tamtych czasach? Identyczny zauważyłam obok Starszych Panów w co najmniej jednym odcinku ich Kabaretu. I zobaczcie tutaj:
taki sam stoi na stole, przy którym siedzi Ryszard Kapuściński. Zdjęcie z okładki książki "Kapuściński non-fiction" Artura Domosławskiego, Świat Książki, Warszawa 2010. (Świetna książka, nawiasem mówiąc. Jeśli ktoś jej jeszcze nie zna - polecam, zwłaszcza wszystkim miłośnikom Kapuścińskiego i reportażu w ogóle). No tak, może to już jakieś skrzywienie, ale jestem wyczulona na przedmioty i scenografię. Filmy i seriale też oglądam pod tym kątem - co oczywiście nie przeszkadza mi w dostrzeganiu ich innych walorów.
A faworki - oczywiście - były pyszne :)
Dzisiejszy wpis to zapowiedź kolejnego odcinka mojego przeglądu polskiej porcelany. Kto zgadnie, która fabryka wyprodukowała nasz serwis i o której marce będzie mowa? A może też macie takie pamiątki w domach?
...ostatki. Tradycji stało się zadość. Co prawda nie tej, która nakazuje wybawić się do upadłego przed postem,
a jedynie tej, która żąda, by zjeść coś smażonego w głębokim tłuszczu... ale jednak. Na takie specjały mam ochotę tylko raz do roku - w ramach kultywowania tradycji właśnie. I tylko robione w domu, jakoś nie mam zaufania do smażenia przemysłowego (frytek masowej produkcji też nie jadam). Wybrałam się do Mamy - umówiłyśmy się na robienie faworków. Podział pracy był następujący: wyrabianie ciasta - robot, wałkowanie, wycinanie i zwijanie - ja, smażenie - Mama. Oprószyłyśmy chrust cukrem pudrem, delikatnie, tak jak pierwszy śnieg obsypuje chrust w lesie. Potem wyciągnęłyśmy porcelanowy serwis... Chyba wszyscy już wiedzą, że lubię filiżanki.
Pamiątka po babci, której już nie zdążyłam poznać. Życie przemija, pozostają przedmioty... a jednak myśl w klimacie wielkopostnym. Jeśli chodzi o te konkretne przedmioty, to przetrwały pewnie tylko dlatego, że w czasach mojego dzieciństwa nigdy (lub prawie nigdy) ich nie używaliśmy. Stały... właściwie nie pamiętam gdzie. Pewnie za szybą w meblościance. Pamiętam jednak, że kiedy byłam małą dziewczynką, fascynowała mnie zwłaszcza oblewająca je perłowa, opalizująca glazura. Cieniutkie i połyskujące wydawały mi się przedmiotami z innego świata, takiego, w którym mogłyby żyć księżniczki i wróżki. Zupełnie innego niż kryzysowe lata 80.
Dzisiaj też mi się podobają. Serwis pochodzi z lat 60. i musiał być wtedy bardzo popularny. A może jedyny dostępny w tamtych czasach? Identyczny zauważyłam obok Starszych Panów w co najmniej jednym odcinku ich Kabaretu. I zobaczcie tutaj:
taki sam stoi na stole, przy którym siedzi Ryszard Kapuściński. Zdjęcie z okładki książki "Kapuściński non-fiction" Artura Domosławskiego, Świat Książki, Warszawa 2010. (Świetna książka, nawiasem mówiąc. Jeśli ktoś jej jeszcze nie zna - polecam, zwłaszcza wszystkim miłośnikom Kapuścińskiego i reportażu w ogóle). No tak, może to już jakieś skrzywienie, ale jestem wyczulona na przedmioty i scenografię. Filmy i seriale też oglądam pod tym kątem - co oczywiście nie przeszkadza mi w dostrzeganiu ich innych walorów.
A faworki - oczywiście - były pyszne :)
Dzisiejszy wpis to zapowiedź kolejnego odcinka mojego przeglądu polskiej porcelany. Kto zgadnie, która fabryka wyprodukowała nasz serwis i o której marce będzie mowa? A może też macie takie pamiątki w domach?
poniedziałek, 4 lutego 2013
INSPIRACJE: Porcelana z polskich fabryk. Część 1
Jakiś czas temu pisałam o wspomnieniach związanych z porcelaną z minionej epoki (to określenie jest chyba uprawnione). Pod wpływem tych wspomnień postanowiłam zrobić przegląd polskich fabryk porcelany o długiej i świetnej tradycji i zobaczyć, co mają do zaoferowania współcześnie. Zaczynamy!
Porcelana "KRZYSZTOF"
Ta wałbrzyska fabryka istnieje już od ponad 180 lat. Założył ją Karl Krister w 1831 roku i już po kilku dekadach zdobyła sławę na rynku europejskim. Po II wojnie światowej została przejęta przez władze polskie i większość z nas zna jej wyroby pod nazwą "Wawel" - taki znak towarowy funkcjonował w czasach PRL. Potem, w latach 90. została przekształcona w spółkę akcyjną Fabryka Porcelany "KRZYSZTOF" S.A. Parę lat temu firma znalazła się na krawędzi upadku. Na szczęście znalazł się inwestor i obecnie firma funkcjonuje jako Porcelana KRZYSZTOF Sp. z o.o., a jej produkty pod marką "Kristoff". Ostatnio serwis w tradycyjnym fasonie "Alaska" zamówił Biały Dom, o czym donosiły media.
Nowy właściciel postanowił odświeżyć markę i zaprosił do współpracy młodych polskich projektantów.
Oto co z tej współpracy wynikło:
Moim zdecydowanym faworytem jest seria "Circus". Fason "Alaska" w dekoracji zaprojektowanej przez Marka Mielnickiego. To właśnie lubię najbardziej - łączenie stylów i konwencji. Klasyczna elegancja kszatałtu i wykwintna dekoracja, ale z elementem zabawy. Za cyrkiem nie przepadam, ale w tym wydaniu jestem zdecydowanie za!
W tej dekoracji mamy też kubek w fasonie "Ole".
Tropem kontrastu i łączenia stylów poszedł również Piotr Stolarski, który dla tego samego fasonu, "Alaska", zaprojektował dekoracje "Blue dots" i "Green dots". Muszę powiedzieć, że to propozycja, która w 100% trafia w mój gust: klasyka i nowoczesność w jednym, idealnie połączone.
Agnieszka Dybowska zaprojektowała świetną serię kubków do parzenia ziół.
Z produktów "Kristoff" w stylu nowoczesnym bardzo podoba mi się też prosty fason "Opty", w dekoracjach w optymistyczne paski i purpurowe kleksy.
A wielbicielom klasyki polecam chyba najdłużej produkowany przez firmę fason "Fryderyka", w uroczych kwiatowych dekoracjach.
No i zrobiło się wiosennie :)
***
Zdjęcia ze stron: www.porcelana-kristoff.pl oraz www.veryniceworks.com
Porcelana "KRZYSZTOF"
Ta wałbrzyska fabryka istnieje już od ponad 180 lat. Założył ją Karl Krister w 1831 roku i już po kilku dekadach zdobyła sławę na rynku europejskim. Po II wojnie światowej została przejęta przez władze polskie i większość z nas zna jej wyroby pod nazwą "Wawel" - taki znak towarowy funkcjonował w czasach PRL. Potem, w latach 90. została przekształcona w spółkę akcyjną Fabryka Porcelany "KRZYSZTOF" S.A. Parę lat temu firma znalazła się na krawędzi upadku. Na szczęście znalazł się inwestor i obecnie firma funkcjonuje jako Porcelana KRZYSZTOF Sp. z o.o., a jej produkty pod marką "Kristoff". Ostatnio serwis w tradycyjnym fasonie "Alaska" zamówił Biały Dom, o czym donosiły media.
Nowy właściciel postanowił odświeżyć markę i zaprosił do współpracy młodych polskich projektantów.
Oto co z tej współpracy wynikło:
Moim zdecydowanym faworytem jest seria "Circus". Fason "Alaska" w dekoracji zaprojektowanej przez Marka Mielnickiego. To właśnie lubię najbardziej - łączenie stylów i konwencji. Klasyczna elegancja kszatałtu i wykwintna dekoracja, ale z elementem zabawy. Za cyrkiem nie przepadam, ale w tym wydaniu jestem zdecydowanie za!
W tej dekoracji mamy też kubek w fasonie "Ole".
Tropem kontrastu i łączenia stylów poszedł również Piotr Stolarski, który dla tego samego fasonu, "Alaska", zaprojektował dekoracje "Blue dots" i "Green dots". Muszę powiedzieć, że to propozycja, która w 100% trafia w mój gust: klasyka i nowoczesność w jednym, idealnie połączone.
Agnieszka Dybowska zaprojektowała świetną serię kubków do parzenia ziół.
Z produktów "Kristoff" w stylu nowoczesnym bardzo podoba mi się też prosty fason "Opty", w dekoracjach w optymistyczne paski i purpurowe kleksy.
A wielbicielom klasyki polecam chyba najdłużej produkowany przez firmę fason "Fryderyka", w uroczych kwiatowych dekoracjach.
No i zrobiło się wiosennie :)
***
Zdjęcia ze stron: www.porcelana-kristoff.pl oraz www.veryniceworks.com
sobota, 26 stycznia 2013
Krucha białość
Nie, nie o białości za oknem będzie mowa. Ta owszem, też jest krucha i chrzęści pod stopami, ale już mi się znudziła. Będzie o tym, że moja serwantka wzbogaciła się o kilka nowych (nienowych) białych skorupek.
Porcelanowe filiżanki dostałam ostatnio od Mamy. No dobrze, przyznaję, to była moja inicjatywa. Matka, jak wiadomo, niczego swojemu dziecku nie umie odmówić, więc mam w domu sześć porcelanowych filiżanek z lat 80. ubiegłego wieku. Brzmi prawie zabytkowo, prawda? Dziś idziemy do sklepu i wybieramy co nam się podoba lub siadamy przed komputerem i wyszukujemy w Internecie. W tamtych czasach każdy zakup był jak polowanie i łapało się to, co akurat "rzucili". Z każdym przedmiotem, również z tymi filiżankami, łączy się więc wiele wspomnień. Kiedy zostały kupione, ile trzeba było po nie stać w kolejce, kto siedział wtedy w wózeczku, a kto dreptał na własnych nogach. Kiedy zostały użyte po raz pierwszy, a kiedy miały być użyte, lecz nie zostały. I tak dalej, i tak dalej... A ja biorę do ręki te cieniutkie filiżanki i ogarnia mnie zdumienie, że w tamtych siermiężnych czasach nasz krajowy przemysł potrafił wyprodukować coś tak delikatnego i ładnego.
Filiżanki są białe, z obwódką w kolorze srebrnym. Wyprodukowała je fabryka "Wawel" i produkuje ten wzór do dziś (obecnie ze złotym paskiem), choć funkcjonuje teraz pod inną nazwą. Moje ulubione współczesne projekty tej fabryki zaprezentuję niedługo w dziale "Inspiracje" - a jest co pokazywać, polski dizajn ma się nieźle.
Zauważyliście, że na stole już obrus w łączkę? Tak, od pewnego czasu wprowadzam wiosenne kolory, powoli, stopniowo zmieniam wystrój salonu na wiosenno-letni. Dzisiaj mam zamiar dokończę tę metamorfozę, a więc wkrótce na blogu pokażę również salon w nowej aranżacji. Temat przewodni? Kolor, kolor, kolor! I czekanie na wiosnę.
Porcelanowe filiżanki dostałam ostatnio od Mamy. No dobrze, przyznaję, to była moja inicjatywa. Matka, jak wiadomo, niczego swojemu dziecku nie umie odmówić, więc mam w domu sześć porcelanowych filiżanek z lat 80. ubiegłego wieku. Brzmi prawie zabytkowo, prawda? Dziś idziemy do sklepu i wybieramy co nam się podoba lub siadamy przed komputerem i wyszukujemy w Internecie. W tamtych czasach każdy zakup był jak polowanie i łapało się to, co akurat "rzucili". Z każdym przedmiotem, również z tymi filiżankami, łączy się więc wiele wspomnień. Kiedy zostały kupione, ile trzeba było po nie stać w kolejce, kto siedział wtedy w wózeczku, a kto dreptał na własnych nogach. Kiedy zostały użyte po raz pierwszy, a kiedy miały być użyte, lecz nie zostały. I tak dalej, i tak dalej... A ja biorę do ręki te cieniutkie filiżanki i ogarnia mnie zdumienie, że w tamtych siermiężnych czasach nasz krajowy przemysł potrafił wyprodukować coś tak delikatnego i ładnego.
Filiżanki są białe, z obwódką w kolorze srebrnym. Wyprodukowała je fabryka "Wawel" i produkuje ten wzór do dziś (obecnie ze złotym paskiem), choć funkcjonuje teraz pod inną nazwą. Moje ulubione współczesne projekty tej fabryki zaprezentuję niedługo w dziale "Inspiracje" - a jest co pokazywać, polski dizajn ma się nieźle.
Zauważyliście, że na stole już obrus w łączkę? Tak, od pewnego czasu wprowadzam wiosenne kolory, powoli, stopniowo zmieniam wystrój salonu na wiosenno-letni. Dzisiaj mam zamiar dokończę tę metamorfozę, a więc wkrótce na blogu pokażę również salon w nowej aranżacji. Temat przewodni? Kolor, kolor, kolor! I czekanie na wiosnę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








































