Pokazywanie postów oznaczonych etykietą las. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą las. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 października 2013

Cóż poradzę na to...


...że u nas jest tak pięknie? Na przykład jesienią, kiedy bukowe lasy przybierają szlachetne, miedziano-srebrne barwy? Zapraszam na spacer. Będzie długi, lecz mam nadzieję, że niezbyt męczący. A pogoda ostatnio nas rozpieszcza...






Las w skali makro: dominują buki, tu i ówdzie poprzetykane są brzozą i świerkiem, gdzieniegdzie zaplącze się jarzębina. W skali mikro podziwiam miniaturowe krajobrazy z mchu, liści i kamieni.














Zdjęcia zrobiłam podczas niedzielnego spaceru na Ciecień.

Jak dobrze, że są niedziele... Inaczej nie miałabym okazji nacieszyć się tymi widokami, bo ostatnio każdą chwilę, jeśli pogoda na to pozwala, spędzam na jesiennych porządkach w ogrodzie. (W ferworze tych prac złamałam szpadel, zdarłam dwie pary rękawic i przesiliłam staw łokciowy). Na szczęście wszystko wskazuje na to, że jutro już koniec, jeszcze tylko ostatnie szlify i żegnam się z widłami, łopatą, grabiami, kosiarką i sekatorem do wiosny. Liście zgrabione (wszystkie już opadły, zostały jeszcze tylko szpilki na modrzewiach), trawnik krótko przycięty, chwasty powyrywane, warzywnik skopany, miejsce pod przyszłoroczne rabaty przygotowane. Byliny porozsadzane i nareszcie udało mi się obsadzić tyle miejsca, ile chciałam (no, prawie). Co miało być wycięte lub przycięte - zostało wycięte lub przycięte. Co wykopane - zostało wykopane.

Jestem zmęczona ale zadowolona. Trochę to trwało, a właściwie całkiem długo, ale plan został wykonany. A nawet więcej, bo pomimo zmęczenia poczułam w sobie jeszcze tyle energii (to musi być prawda, że wysiłek fizyczny powoduje wydzielanie endorfin), że postanowiłam posadzić jeszcze trochę krzewów. Jutro sadzę żywopłocik z malin (kolejny), parę krzaczków aronii i dereń jadalny, i niewielki żywopłot z tarniny (tzn. krótki, docelowo jego wysokość ma być słuszna). Mój ogród nie może się przecież obejść bez tarniny, prawda? A potem będę się już tylko relaksować w moim wysprzątanym ogrodzie - w niewysprzątanym jakoś nie mogłam. Może chwila lektury "w pięknych okolicznościach przyrody"? Słoneczna pogoda z iście letnimi temperaturami zapowiada się jeszcze do poniedziałku. A może wymyślę jakąś jesienną dekorację z łupinek buczynowych orzeszków?




Miłego weekendu!

poniedziałek, 8 lipca 2013

Niedzielna półdniówka - Ćwilin

Dziś zapraszam na wycieczkę. Naszym celem jest Ćwilin - drugi co do wysokości szczyt Beskidu Wyspowego. Tak się szczęśliwie składa, że mieszkam u jego podnóży. Przy pewnej dozie samozaparcia mogłabym tę wycieczkę odbywać codziennie, wystarczyłoby tylko wstawać dwie godziny wcześniej. Potem godzinka w górę, trzy kwadranse w dół i zostaje jeszcze nieco czasu na prysznic i relaks ;). Samozaparcia mam jednak trochę mniej i na szczyt Ćwilina chodzę rzadziej, ale to bardzo dobra trasa na zapełnienie połowy niedzieli - jak w tytule. Tak było wczoraj:



Znakowany szlak turystyczny biegnie kamienistą leśną drogą. Warto rozglądać się wokół siebie i patrzeć pod nogi - tutejsze lasy obfitują w grzyby. Właściwie... lepiej nie wychodzić z domu bez ekwipunku grzybiarza. Jeśli nie mamy ochoty wszędzie ciągnąć ze sobą koszyka, to świetnie sprawdzają się płócienne torby, które można schować do plecaka i wyciągnąć w stosownym momencie, np. gdy natkniemy się na "stadko kurek":

Nie wszystkie grzyby z czerwoną nóżką są jadalne (uwaga!), ale akurat ten na zdjęciu powyżej tak :)

W końcu wychodzimy na odkrytą przestrzeń. Do szczytu już niedaleko.


Jeszcze kilka lat temu był tu las. Potem wichura (pomogły szkodniki?) powaliła wysokie świerki - spory płat lasu; pozostały kikuty połamanych, uschniętych drzew... Odsłonił się jednak rozległy widok na północną stronę. Teraz las samoistnie się odnawia. Z morza traw wyłaniają się młode świerczki i brzozy.
(Tak na marginesie: rośnie tu sporo borówek - lub jagód, jak wolicie). 



Różowo kwitnie wierzbówka. Mam do niej sentyment...




To miejsce ma dla mnie trudny do określenia charakter. Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam ten "były las", było mi po prostu smutno. Teraz dostrzegam w nim również jakieś dziwne, majestatyczne piękno. Stare drzewa umarły, ale na ich miejscu wyrasta już młode pokolenie. Krąg życia. Kiedyś znów będzie tu las, a na wysokich drzewach będą gnieździć się ptaki.




Nad naszymi głowami, jak nasiona dmuchawca, szybują paralotnie. Tak, Beskid Wyspowy to na pewno bardzo dobry teren do uprawiania tego sportu, często widujemy na niebie nawet duże grupy paralotniarzy. A może to paralotniarki?

Znów wchodzimy do lasu, by po chwili znaleźć się na polanie. Za moment jesteśmy na szczycie. Z wielkiej polany (dawno, dawno temu wypasano tu owce i na polanie stały szałasy pasterskie) rozciąga się wspaniały widok - tym razem na południe. Przy dobrej pogodzie zobaczymy Tatry. Niestety wczoraj powietrze było bardzo zamglone, niewiele było widać.




Mimo tych niedociągnięć pogodowych, wycieczkę zaliczam do udanych. Udało mi się nawet wypatrzyć bardzo rzadką lilię złotogłów.
A po powrocie do domu zamknęliśmy sezon truskawkowy :).



wtorek, 5 marca 2013

Prywatne życie ptaków

Obiecuję, że to już ostatni (w każdym razie w najbliższym czasie) wpis o ptakach.  Ale wcześniej obiecałam trochę zdjęć z nimi w roli głównej i muszę dotrzymać słowa. Chciałam też uczulić wszystkich na jeszcze jedną sprawę. Ptaki, nawet jeśli gnieżdżą się w naszym ogrodzie w naszych budkach, są częścią dzikiej przyrody i nie należą do nas. Powinniśmy zadbać o to, żeby ich nie niepokoić (tym bardziej, że w Polsce prawie wszystkie ptaki są objęte ochroną gatunkową). Jeśli chcemy obserwować ptaki - róbmy to z daleka. Samice niepokojone podczas inkubacji mogą porzucić lęg, wystraszone pisklęta mogą przedwcześnie opuścić gniazdo - a to oznacza dla nich wyrok śmierci. Dlatego nie należy zaglądać do budek lęgowych. W żadnym wypadku nie należy próbować zaglądać do budek w lasach, parkach i innych miejscach publicznych, nawet jeśli znajdują się w naszym zasięgu. Jeśli chodzi o budki we własnym ogrodzie - cóż, jeśli nie jesteście w stanie się powstrzymać przed zaglądaniem, róbcie to bardzo ostrożnie i niezbyt często.

Wnikliwy Czytelnik zapyta zapewne, skąd w takim razie wzięłam zdjęcia zamieszczone poniżej, czy sobie nie przeczę? Otóż nie, zaglądanie do budek (między innymi) było moją pracą przez ładnych parę lat :). W każdej dziedzinie istnieją jakieś osoby uprzywilejowane ;).


Poniżej pisklę modraszki. Co za spojrzenie!

Modraszki (poniżej po lewej) budują gniazda z mchu, dodatkowo wyściełają je wełną lub piórkami. Składają nawet kilkanaście jaj - białych w brązowe cętki. Podobnych do tych na zdjęciu poniżej z prawej, lecz z mniejszymi plamkami, rozmieszczonymi bardziej równomiernie. Te zostały złożone przez bogatkę. Po wykluciu pisklęta nie są w stanie same utrzymać ciepłoty ciała, dlatego samica wciąż je od czasu do czasu wygrzewa.



A tutaj - samica muchołówki białoszyjej na gnieździe z pisklętami. Gniazdo zbudowane jest z trawy. Na kolejnym zdjęciu podrośnięte pisklę muchołówki.



Ptasi świat nie jest wolny od przemocy (nie tylko ze strony kotów). Samiec muchołówki białoszyjej na zdjęciu powyżej stracił życie szukając miejsca na dom. Miał pecha - budka, do której zajrzał, była już zajęta przez sikorę... Cios mocnym dziobem w czaszkę - tak zakończyła się jego historia.


Na koniec ciekawostka przyrodnicza. Zrobiłam to nagranie w 2009 roku.
Na filmie widać wnętrze budki lęgowej i podrośnięte pisklęta karmione przez rodziców. Mają po kilkanaście dni i są bardzo żarłoczne (i bardzo głośne). Niedługo będą gotowe do opuszczenia gniazda. Rodzice to modraszki, ale wśród piskląt znalazły się też... dwie bogatki. Jak to możliwe? Nie chodzi tu o pasożytnictwo lęgowe (czyli przypadek kukułki - składanie jaj do gniazd innych ptaków). Prawdopodobnie gniazdo zbudowała bogatka i zaczęła składać jaja. Potem z jakiegoś powodu samica ten lęg porzuciła (lub spotkało ją jakieś nieszczęście, np. śmierć w szponach drapieżnika). Opuszczoną budkę zajęła modraszka, ale widocznie bardzo się spieszyła. Zamiast zbudować swoje własne gniazdo na opuszczonym (tak dzieje się zazwyczaj) prawdopodobnie zaczęła od razu składać jaja. Kiedy zaczęła je wysiadywać, razem ze swoimi inkubowała też jaja bogatki. Efekty widać na nagraniu.
 


W gnieździe jest w sumie osiem piskląt. Bogatki to te większe, z czarnymi główkami. Modraszki na razie nie są modre - pisklęta są szaro-żółte. Niebieską barwę uzyskają dopiero po następnym pierzeniu. Jedno z piskląt jest bardzo małe. Sikory wylęgają się lekko asynchronicznie, w przeciągu kilku dni - te, które wyklują się jako pierwsze mają oczywiście przewagę w konkurencji o pokarm z rodzeństwem. A konkurencja jest ostra, jak widać na filmie. Bogatki są w ogóle większe od modraszek i szybciej się rozwijają, możliwe też, że w tym gnieździe to one wykluły się jako pierwsze.
Oboje rodzice opiekują się pisklętami. Pod koniec filmu jest moment, kiedy samiec i samica przebywają w budce jednocześnie. Nie tylko przynoszą pisklętom pokarm, ale też wynoszą na zewnątrz ich odchody. Gniazda sikor są schludne, ale nie chodzi o to, żeby ptaszkom było w nich miło, a o to, żeby zbyt intensywny zapach gniazda nie zwabiał drapieżników.


W następnym wpisie wracam do tematów wnętrzarskich :)


poniedziałek, 3 grudnia 2012

Nie ma tego złego, czyli nieplanowana dekoracja

Zima, zima, zima. Dziś już na całego. Wyciągnęłam nawet z piwnicy łopatę do odśnieżania. A niedziela upłynęła mi przyjemnie, leniwie. I znowu twórczo - to za sprawą mojego kota, który pomógł mi przygotować kolejną świąteczną dekorację.







































Otóż kotek zrzucił ramę, która stała sobie spokojnie na regale, oczywiście tłukąc w niej szybę. A ja musiałam wymyślić dla tego, co z ramy pozostało, jakieś zastosowanie. I wymyśliłam. Zamiast szyby wstawiłam karton, a do kartonu przyczepiłam gałąź, którą pierwotnie miałam zamiar ustawić w wazonie. I tak powstała kolejna, tym razem nieplanowana, dekoracja świąteczna.

To może być pomysł na choinkę dla ograniczonych przestrzennie. Nie zajmuje miejsca ani na podłodze, ani na stole, ani nawet na żadnej półce. Wisi sobie na ścianie, ale jak prawdziwa choinka jest przybrana gwiazdą i światełkami. A pod choinką oczywiście prezenty. Tu przyznaję się, że to atrapy :).




Światełka to mały sznur lampek ledowych na baterie z Ikei. Niepotrzebną końcówkę sznura i baterie sprytnie ukryłam w jednym z "prezencików".





"Choinka" zawisła w salonie, zapełniając puste miejsce na ścianie. Czyli nie ma tego złego... Kot na zdjęciu to nie pomocnik-winowajca. Był nim ten drugi.

wtorek, 27 listopada 2012

Znów garść świątecznych inspiracji

Tym razem jednak nie z papieru, ale z lasu. Jakoś nie mogę się już uwolnić od tego klimatu.
Szyszki świerkowe pomalowałam na biało. Mam kilka pomysłów, co z nimi zrobić. Na razie rzuciłam po prostu na tacę.







Mój kociak co prawda nie ma z lasem wiele wspólnego, za to w świąteczny klimat wpisuje się całkiem nieźle.




niedziela, 25 listopada 2012

W niedzielę...

Tak było dzisiaj. Ostatnia już pewnie górska wycieczka tej jesieni. Pusty szlak. Panorama Tatr ponad morzem mgieł. Tajemniczy las, porosty kapiące z gałęzi świerków. I wciąż ciepłe promienie słońca.










czwartek, 15 listopada 2012

Las w domu - miniaturowe krajobrazy



Las jest moim środowiskiem naturalnym. Las mnie fascynuje i jest dla mnie niewyczerpanym źródłem inspiracji. Do lasu mam tylko parę kroków. Ale dlaczego nie mieć go jeszcze bliżej? Na przykład na wyciągnięcie ręki.
W sensie dosłownym.







































Z ogrodu i z lasu przyniosłam sobie trochę mchu, malutkie siewki drzew i krzaczki borówek, parę kamyków. To wszystko umieściłam w starych słoikach ze szklanymi wieczkami (piwniczne znalezisko), przy czym wieczka stały się denkami. Tak powstały małe, zamknięte ekosystemy. Nie muszę ich nawet podlewać.

Mam je od lata i wciąż mają się nieźle. A kiedy przyjdzie zima, będę mogła odbyć spacer po lesie, nie wychodząc z domu.

Szukam jeszcze maleńkich figurek saren lub jeleni (o wysokości max. 3 cm)... Może ktoś z was natknął się na takie?














P.S. Cieszę się, że pomysł się wam spodobał. Zachęcam do realizacji u siebie. Dopóki nie ma śniegu jeszcze można coś ciekawego przynieść ze spaceru. Pamiętajcie tylko, żeby nie zbierać gatunków chronionych - wiele mchów do nich należy.