sobota, 8 października 2011

Jesiennie

Wiosna przyszła i poszła, lato przystanęło tylko na krótką chwilę i nawet złota polska jesień też już chyba odeszła, a ja ani razu nie zajrzałam na blog. Winne są obowiązki zawodowe, sporo się też działo w domu i w ogrodzie (a i tak za mało), ale o efektach mam nadzieję napisać w przyszłym roku.
Teraz jesień pokazała swoje drugie oblicze - pogoda taka, że psa by nie wypędził (z kotami to inna sprawa, same się ciągle gdzieś włóczą), siedzę więc w domu z filiżanką gorącej herbaty i kieliszkiem słodkiego muskatu, i komponuję martwe natury z tego, co jeszcze mi po ciepłych dniach zostało.


Na początek promień słońca - królowa stołu.













Ostatnie jesienne róże...


















Wraz z porami roku zmieniają się moje preferencje - paleta barw, a nawet ulubione faktury. Jesienią moja ukochana biel schodzi na dalszy plan. Może to dziwne, ale teraz potrzebuję szarości, beżu, ciepłych brązów... Jeśli zieleń, to zgaszona. Ale nade wszystko jesień to dla mnie pora delikatnych, jakby przydymionych fioletów. I mięsistego lnu.























A za moim oknem opadają jesienne liście...

3 komentarze:

  1. Piękne te martwe natury :)

    OdpowiedzUsuń
  2. jak dobrze że są tacy ludzie jak TY :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ojej, dziękuję :)
    I zapraszam znowu!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twoje słowo.
Komentarze są moderowane ze względu na spam. Nie cenzuruję opinii.