niedziela, 2 listopada 2014

piątek, 24 października 2014

"Wpłynąłem..." Torba literacka

Pomysł: własny. Projekt: własny. Realizacja: własna. Wykorzystany cytat: wiadomo kto. Bo wiadomo, prawda?

Ten pomysł chodził mi po głowie już od dość dawna, wreszcie usiadłam przy maszynie do szycia i przeniosłam go ze sfery projektów do sfery realizacji. Wcześniej na grubym bawełnianym płótnie namalowałam dekorację: z jeden strony powiewającą na wietrze wstęgę z cytatem, z drugiej deseń, który przywołuje na myśl zwoje liny okrętowej. Doszyłam jako uchwyty niepotrzebne szelki od torebko-tornistra z grubej skóry. Jest nawet uchwyt na doczepienie odblaskowego breloczka, gdyby zdarzyło się komuś wędrować z tą torbą po zmroku po terenie niezabudowanym. To znaczy, gdyby komuś zdarzyło się wracać z nią jesiennym popołudniem z wiejskiej biblioteki - bo to torba na książki. Mnie się nie zdarzy, bo korzystam z biblioteki miejskiej, obok której przejeżdżam prawie codziennie samochodem. A torbę zabieram jutro na 18. Targi Książki w Krakowie, z których zapewne nie wrócę z pustymi rękami.


Przód:

Tył:

Szczegóły:



niedziela, 19 października 2014

Coś dla ciała. Pumpkin pie

Ostatnio rzadko się pojawiam, jeżeli już udzielam się w Internecie, to TUTAJ. Ale nie samą strawą duchową człowiek żyje, dlatego dzisiaj coś dla ciała.



Jesienią nie da się uciec od dyni, ale prawdę mówiąc, wcale nie mam na to ochoty i ciągle wypróbowuję nowe sposoby jej przyrządzania. Postanowiłam też dać szansę amerykańskiemu ciastu dyniowemu, czyli

Pumpkin pie

Właściwie jest to coś w rodzaju dyniowego puddingu pieczonego w cienkim kruchym cieście. Początkowo wydało mi się dosyć dziwne i nie byłam do końca pewna, czy mi smakuje, ale za każdym kolejnym razem bardziej się do niego przekonywałam. Obecnie uważam, że pumpkin pie jest świetne. A robi się je tak:



Ze składników na ciasto zagnieść ciasto (kruche) i wstawić na 30 min. do lodówki. w tym czasie nagrzać piekarnik do 220 st. C i przygotować nadzienie: składniki należy po prostu wymieszać trzepaczką; przyprawy są oczywiście mielone. Ciasto rozwałkować bardzo cienko i wylepić nim tortownicę. Niestety z przepisu wychodzi go za dużo, polecam nadmiar zamrozić lub upiec ciasteczka (będą słone). Na ciasto wylać nadzienie (ciasta nie podpiekam) i wstawić do nagrzanego piekarnika. Piec przez 15 min. w temp. 220 st. C, a potem jeszcze 40-50 min, w temp 180 st. C. Wyjąć z piekarnika i dobrze wystudzić. Dodatkowo polecam posmarować wierzch konfiturą lub dżemem pomarańczowym - dynia może być nieco mdła. Można też udekorować bitą śmietaną i posypać cynamonem. Dynia, pomarańcza i dużo korzennych przypraw - czy jesienią można chcieć więcej?

Przepis znalazłam na mojewypieki.com. Nieco zmieniłam wykonanie.

Za tydzień piekę sernik dyniowy. Polecam też tartę dyniowo-orzechową.




sobota, 20 września 2014

Lato w ogrodzie i małe "zrób to sam"

Lato niestety tylko we wspomnieniach, ale jak przyjemnie jest powspominać! A ogród? Tak wyglądał warszawski ogród botaniczny na przełomie maja i czerwca 2014. Nie jest to niesłychanie spektakularne miejsce, ale bardzo przyjemne i na pewno warto tam spędzić kilka chwil. Najbardziej podobały mi się te zakątki urządzone na wzór wiejskich ogródków.













A we wrześniu najbardziej lubię siedzieć w słonecznym pokoju z dobrą herbatą i równie dobrą książką.



Zapowiadane w tytule "małe zrób to sam" tym razem na moim drugim blogu, bo wpisuje się w jego tematykę. Zapraszam tutaj:

http://czytamtoiowo.blogspot.com

(Ostatnio pisałam też o dwóch nowych książkach - TU i TU - i jednej bardzo starej - TUTAJ).

środa, 10 września 2014

Nigdy niewiędnący bukiet (origami) i zmiany


Ten bukiet powstał co prawda w lipcu, ale równie dobrze sprawdzi się jesienią. Z pewnością pomoże rozświetlić smutne deszczowe dni. Są w nim lilie, irysy, róże i kilka rodzajów dzwonków.






Przyznaję, że zrobienie takiego bukietu zajmuje trochę czasu, ale efekt końcowy sprostał moim oczekiwaniom. Bukiet nigdy nie zwiędnie i można się nim cieszyć dopóki się nam nie znudzi. No i nie trzeba mu zmieniać wody. Irysy i lilie można zrobić według jednej instrukcji (dostępna TUTAJ). Postaram się również zamieścić instrukcje składania pozostałych kwiatów, ale...

Nadszedł czas, żeby powiedzieć, dlaczego tego lata tak rzadko tu zaglądałam. Powodów na pewno jest kilka (typu brak czasu), ale najważniejszy jest jeden. Po kilku latach pisania tego blogu poczułam się nim nieco znużona. Ogród... po całkiem deszczowym lecie jestem ogrodnictwem raczej zniechęcona, a poza tym mój ogród jest zbyt duży, żebym dała radę jednocześnie go oporządzić i obfotografować. Niestety, albo się pracuje, albo robi zdjęcia... Dom mam już urządzony i choć po trzech latach całą zabawę można by było zacząć od początku, jakoś nie mam na to ochoty. No i w żaden dom nie pomieści nieograniczonej liczby wciąż nowych rzeczy: sprzętów, ozdób, dekoracji. Mówiąc krótko, potrzebuję czegoś innego. To nie oznacza, że całkiem porzucam ten blog, ale nie będę się oszukiwać, że nowe wpisy będą się tu pojawiać częściej niż raz na 2-3 tygodnie.

Odkryłam jednak, że to nie samo blogowanie, tylko zakres zakres tematyczny tego blogu zaczął mnie męczyć. Jest coś, o czym wciąż mam ochotę pisać, i... od niedawna zaczęłam prowadzić drugi blog, na który serdecznie Was zapraszam:


Blog jest zatytułowany "Czytam to i owo" i można go znaleźć pod adresem: http://czytamtoiowo.blogspot.com/. Jak łatwo się domyślić, rzecz dotyczy książek. Będzie i do czytania, i do oglądania (bo z robienia zdjęć nie zamierzam rezygnować). Mam nadzieję, że będziecie mnie tam odwiedzać (i dyskutować o książkach), bo blog czytelniczy tylko wtedy ma sens, jeżeli można się na nim spotkać z innymi czytelnikami. I że nie przestaniecie zaglądać tutaj.

niedziela, 31 sierpnia 2014

Kto przygarnie kotka?

Obrodziło nam w tym roku kotami. Oczywiście chciałam temu zapobiec, jednak ani Kicia, ani Nieśmiałek, o których już kiedyś pisałam, nie dały się oswoić na tyle, żeby je można było wziąć do weterynarza. Bardzo chętnie za to przychodziły po jedzenie... Powiem więcej, aktywnie się go domagały (zwłaszcza Nieśmiałek jest dobry w wymuszaniu). No i tak dobrze te koteczki odkarmiłam, że wiosną doczekały się sporego przychówku: Kicia urodziła cztery kocięta, a Nieśmiałek, malutka, chudziutka jednoroczna koteczka, urodziła pięć! I co ja z nimi zrobię? Kociaki od Kici są gdzieś w okolicy i zaglądają do mnie tylko od czasu do czasu, ale Nieśmiałek zainstalował swoje potomstwo u mnie na stałe. A ja niestety nie jestem w stanie utrzymywać ich wszystkich i jeśli nie znajdą domów, to częścią z nich zapewne zajmie się dobór naturalny...

Dlatego, jeśli ktoś chciałby mieć słodkiego, milutkiego kotka (zapewniam, że są urocze), bardzo proszę o kontakt. Dwa są bure klasyczne, dwa szaro-białe, jeden bury w białych skarpetach i z biała krawatką. Tygrys, Smutas, Oczko, Netoperek i Bezimienny (imiona robocze). Podejrzewam, że wszystkie z wyjątkiem Oczka są kocurkami (ale nie jestem pewna). Zobaczcie, jakie są śliczne!

 Tygrys i Smutas z mamusią.


Po lewej Netoperek, po prawej Oczko.


 Tygrys z mamusią po lewej, Netoperek i Tygrys po prawej.


Bezimienny, Netoperek, Tygrys i ich mama.


Netoperek.


Netoperek z mamą.


Cała rodzina w komplecie.


Nieśmiałkowi naprawdę należą się wyrazy uznania, że sam taki mizerny i drobniutki, a tak pięknie wychował wszystkie pięć kociąt. Jest naprawdę wspaniałą matką! Co nie zmienia faktu, że problem jest. Mam nadzieję, że znajdzie się ktoś, kto przygarnie choć jednego.

Kotki urodziły się na początku czerwca, wiec mają teraz trzy miesiące. Są już w zasadzie samodzielne, wszystko jedzą i spokojnie można je oddzielić od matki.