Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mój ogród. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mój ogród. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 sierpnia 2015

Letni raport i Rycerzyki



Wciąż jest pięknie, ale daje się już wyczuć nastrój schyłkowy. Przez upały lato w tym roku dojrzało jakby wcześniej. Deszcz wysycha niemal zanim zdąży dotknąć ziemi, niekoszone łąki mają kolor złoto-żółty, a niektóre drzewa zaczynają się już czerwienić. W tym roku robię mało zdjęć, ale sama się zdziwiłam, że ostatni wpis zamieściłam tu tak dawno temu, bo fotograficzną dokumentację lata w moim ogrodzie jednak mam. Tak było w czerwcu:
 
 

A tak wyglądał lipiec:


Na zakończenie proponuję letnią piosenkę. Teledysk kręcony był całkiem niedaleko i daje dobre wyobrażenie o tym, jak wygląda lato w naszych stronach (z zastrzeżeniem, że w mojej najbliższej okolicy jest bardziej dziko). Mogę się pochwalić, że Rycerzyki zagrały kiedyś koncert w moim ogrodzie, ślad po tym wydarzeniu jest na blogu. A teraz się rozrosły i dojrzały, i grywają na nieco większych scenach, np. w najbliższą niedzielę wystąpią na scenie głównej OFF Festivalu w Katowicach. Polecam!






wtorek, 12 maja 2015

Maj


Wiosna w tym roku przyszła bardzo późno, ale kiedy wreszcie się zjawiła, to galopem. Przyroda ciągle jest o kilka kroków przede mną, dlatego mój ogródek w tym roku jest bardzo nieporządny. Ale... jakoś nie bardzo mi to przeszkadza. I być może zdążyłabym dzisiaj skosić porośnięty mleczem i rzeżuchą trawnik (no, może część), ale zamiast tego spędziłam bardzo miłą godzinę pod lipą na tarasie z książką na kolanach. Nie przeczytałam wiele, bo co chwilę odrywałam wzrok, żeby popatrzeć na modraszki żerujące w koronie jabłoni i zanoszące pokarm bardzo głośnym już pisklętom. Szkoda, że maj mija tak szybko...


 

 

 

 

 

 

 



niedziela, 15 marca 2015

Przebiśniegi 2015


Żeby zadość uczynić tradycji, bo przecież przebiśniegi pokazywałam tu co roku - oto one:



 
Inaczej sobie te zdjęcia wyobrażałam tydzień temu, bo jeszcze w poniedziałek mieliśmy prawie wiosnę. Ale we wtorek wróciła prawdziwa zima w najgorszym wydaniu i została do soboty. A teraz zabawa w wiosnę zaczyna się od początku, mam nadzieję, że tym razem to już będzie na poważnie.

czwartek, 29 maja 2014

Raport kwiatowy

Kwitną... (wybór)

Moje ulubione łubiny, bez których nie może się obyć żaden wiejski ogródek.
 
Len o wdzięcznie skłaniających się łodyżkach.

Powoli rozkwitają pierwsze irysy.
   
Kwitną orliki i późne hiacynty.

Kwitną tajemnicze zakątki.
   
I przeróżne kwiatki.
A także: 

najważniejsze kwiaty sezonu.

niedziela, 4 maja 2014

Święto kwitnących jabłoni



 
Jest pięknie, biało i brzęcząco. Kwitną jak szalone, jesienią znów czeka mnie "klęska urodzaju". Rozmyślam nad sposobami, jak by temu zaradzić, bo kredens wciąż ugina się pod ciężarem ubiegłorocznych słoików z jabłkowym musem. Może kupię prasę do wyciskania soku i zajmę się produkcją cydru? (Jeśli ktoś ma jakieś doświadczenie w tej dziedzinie, to oczywiście będę bardzo wdzięczna za sugestie i sprawdzone przepisy).

Miłego tygodnia!

niedziela, 6 kwietnia 2014

Cotygodniowa porcja wiosny

  
Nareszcie doczekałam się pełni kwitnienia narcyzów na trawniku, kwitnie też forsycja. Poza tym w ogrodzie bez większych zmian. Krokusy już przekwitły, ale reszta kwiatów z poprzednich wpisów dzielnie się trzyma. Dominują pierwiosnki, pigwowiec nadal w pączkach.


  
Tym co w moim ogrodzie w tej chwili cieszy mnie najbardziej, jest chyba mój nieporządny trawnik. Choć trawnik to nie jest odpowiednie słowo, bo trawy tam jak na lekarstwo. Jest żółto od pierwiosnków, biało od zawilców i stokrotek. Wkrótce zrobi się fioletowo od kwiatów rzeżuchy łąkowej. Tak wygląda wiosną trawnik, którym się zbytnio nie przejmujemy - tę część kosiłam tylko dwukrotnie w ostatnim roku. (Ten koszony regularnie jest nudny i nijaki).




 
Te czerwonawe badyle to pędy malin - robię z nich efemeryczne żywopłoty. W zeszłym roku posadziłam je w półokręgu, w tym roku na drugiej części tego okręgu dosadziłam trzy krzewy róż. W założeniu latem ma z tego powstać malinowo-różna komnata - pędy roślin stworzą zielone ściany, a w środku można będzie ustawić fotel, słuchać brzęczenia pszczół i upajać się zapachem róż... Na to liczę.

A w następnym poście nie będzie ani kwiatków, ani dziwnych potraw. Będzie za to coś do złożenia :)
Miłego tygodnia!

niedziela, 30 marca 2014

Pamiętnik kwitnienia

W najbliższym czasie postaram się nieco odejść od tematów ogrodniczych. (Choć niezbyt daleko. Cóż poradzę - wiosna). Tymczasem jednak wpadłam na pomysł ogrodowego pamiętnika. Co tydzień będę fotografować wszystkie kwitnące rośliny w moim ogrodzie. Trochę żeby oczy nacieszyć, a trochę w celach "badawczych" - pamięć bywa zawodna, a wiedza co i kiedy zaczyna i kończy kwitnąć może się przydać. Kontynuuję wpis sprzed tygodnia, zdjęcia są dzisiejsze, ale wiele obiektów się powtarza - wiosna rozkręca się powoli i nie jest jeszcze tutaj mocno ukwiecona, choć już bardzo przyjemna.

 
"Nowości": pojawiają się pierwsze kwiatki barwinka, na razie pojedyncze; forsycja rozkwitnie już za chwilę, żonkile też. Bratki znalazły stałe miejsce w kwietnikach z dużych wiklinowych koszy. Na pigwowcu można zauważyć już wyraźne pączki kwiatowe. I niespodzianka: zakwitł rozmaryn w donicy. A na ostatnim zdjęciu - kwiaty paralotni na niebie. Wiosna zaczęła się nie tylko w ogrodzie!

niedziela, 23 marca 2014

Wiosna w ogrodzie. Pierwsza faza

Prawdę mówiąc, najbardziej dekoracyjnym elementem w moim ogrodzie są w tej chwili uplecione przeze mnie płotki. Ale blogosfera to świat iluzji - mój szarawy i pusty jeszcze ogródek zmienia się w tętniącą kolorami przestrzeń:


Daliowe przedszkole korzysta z ciepła i hartuje się w promieniach marcowego słoneczka, miodunka zachwyca mnie kwiatkami w dwóch kolorach - to tegoroczni pionierzy, pojawili się wcześniej niż jakikolwiek listek. Hiacynty i małe żonkile wyrosły z zeszłorocznych domowych cebulek, ale duże ogrodowe żonkile też już szykują się do kwitnienia. Krokusy w tym roku nie są okazałe, ale znalazł się jeden piękny okaz. Ogrodowych pierwiosnków jest sporo - otaczam nimi prawie wszystkie rabaty. Kwitną wcześnie i bardzo długo, a ładne liście zachowują do jesieni. Kremowo-żółte kwitną już na potęgę, różowe jeszcze ostrożnie. Jak zwykle podziwiam w moim ogrodzie cuda stworzone wyłącznie ręką natury: dzikie pierwiosnki i zawilce na trawniku. Pierwsza faza wiosny.

Te kwiatki są na razie jak małe klejnociki zatopione w morzu zielono-szarości, albo jak rodzynki w masie drożdżowego ciasta. Ale już niedługo...

środa, 12 marca 2014

Organiczne płotki, klatki, podpory. Wyplatam.


 
Potrzebowałam do ogrodu kilku rzeczy: obrzeży rabat zapobiegających kładzeniu się kwiatów na trawniku, podpórek np. dla piwonii i czegoś do ochrony dla małych krzewów posadzonych w trawniku - badyli, które z łatwością można rozdeptać albo skosić kosiarką. To musiało być coś dyskretnego, nierzucającego się w oczy, zlewającego z ogrodem. Przeglądałam ofertę sklepów i nie mogłam znaleźć nic odpowiedniego. W końcu - przyszło olśnienie: mogę je wypleść sama! Więc wyplatam. I to z czego! Z ogrodowych śmieci, gałązek pozostałych po przycięciu żywopłotu - giętkich ligustrowych witek. Ogrodowy recykling. Powstają organiczne formy o miękkich liniach, mogę je kształtować jak chcę, linie gną się i falują stosownie do potrzeb. Bardzo mi się to podoba.


U góry i powyżej: klatki na młode krzewuszki i jaśminowce. Poniżej: nieco większa forma, ogrodzenie rabatki żurawinowo-brusznicowej.


 
I jeszcze miękko falujące płotki na obrzeża rabat:


 
Nie zwracajcie uwagi na chwasty i suche badyle - jeszcze nie miałam czasu posprzątać rabat. Jestem zajęta wyplataniem. Nie wiem tylko co będzie, jeśli płotki mi się ukorzenią.

sobota, 8 marca 2014

Róże do mojego ogrodu

Zawsze marzyłam o różanym ogrodzie. Kiedy już zostałam posiadaczką własnego skrawka ziemi, pierwsze zakupy do mojego ogrodu to m.in. właśnie kilka tanich sadzonek róży pomarszczonej (Rosa rugosa).

Od tamtej pory każdej wiosny i każdej jesieni planowałam posadzenie większej liczby różanych krzewów, już nie jakichkolwiek, ale starannie dobranych odmian. Zawsze kończyło się na planach, jakoś nigdy w porze sadzenia róż nie mogłam wykrzesać z siebie tyle dodatkowej energii, żeby zrealizować to zamierzenie.

Do teraz. Tej wiosny energii mi nie brakuje, za co z pewnością mogę podziękować mojemu psu - miesiąc codziennych marszobiegów zrobił swoje. Odrzuciłam dręczące mnie wątpliwości (czy to ma sens, czy róże w ogóle będą u mnie rosły, czy znajdę czas, żeby o nie zadbać i czy będę umiała to zrobić?) i postanowiłam skoczyć na głęboką wodę. Złożyłam zamówienie i róże przyjadą do mnie w końcu marca. A oto co zamówiłam:
 
1. Canary Bird 2. Ispahan 3. Jacques Cartier
4. Louise Odier 5. Lykkefund 6. Maiden's Blush 7. New Dawn 8. Rosa centifolia 'Cristata' 9. Rosa centifolia 'Muscosa' 10. Rosa damascena 'Koszuty' 11. Rosa gallica 'Officinalis' 12. Rosa gallica 'Versicolor' 13. Rosa rugosa 'Hansa' 14. Rosa rugosa 'Moje Hammarberg' 15. Tuscany 16. Zephirine Drouhin.

Wybór odmian nie jest przypadkowy. W tej dziedzinie wiem dokładnie, czego chcę. Starałam się dobrać je tak, żeby miały szansę rosnąć w moim ogrodzie, który nie jest dla róż wymarzonym miejscem. Wybierałam więc odmiany charakteryzujące się wysoką mrozoodpornością i mało podatne na choroby. Oczywiście w kilku przypadkach zaryzykowałam, bo jednak większą wagę miały dla mnie inne ich właściwości, a kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa.

Co było najważniejsze? Po pierwsze kolor. Wybierałam róże w kolorze... różowym, jakżeby inaczej. Od bardzo delikatnego rumieńca (Maiden's Blush) poprzez bardziej wyraziste odcienie, aż po niemal malinowy (Zephirine Drouhin).

Tylko w trzech przypadkach zrobiłam od różu wyjątek: dla Canary Bird, która kwitnie na żółto, ale zakwita jako pierwsza, jeszcze w maju; dla pnącego Lykkefunda o kremowo-białych płatkach, który zalet ma bez liku i jest podobno bezproblemowy; dla Tuscany o ciemnokarminowych, wpadających w odcienie fioletu płatkach o aksamitnej fakturze - żeby wprowadzić trochę niepokoju do mojej kolekcji.

Po drugie zapach. Chcę, żeby mój ogród działał nie tylko na zmysł wzroku, wybierałam więc przede wszystkim róże o silnym, pięknym zapachu. Z tą cechą wiąże się też inna właściwość, tym razem bardzo praktyczna: możliwość wykorzystania płatków do zrobienia konfitury i wody różanej. Do tego celu świetne będą odmiany róż stulistnych (R. centifolia) i pomarszczonych (R. rugosa), i francuskich (R. gallica); róże damasceńskie (R. damascena), służące do wyrobu olejku różanego też na pewno się przydadzą - w sumie prawie wszystkie z odmian, które zamówiłam.

Jest jeszcze jedno ważne kryterium, którym się kierowałam. Tak jak lubię muzykę sprzed setek lat, stare meble i domy, stare odmiany jabłoni i stare odmiany bydła, chciałam, żeby róże w moim ogrodzie również miały swoje historie.
Prawie wszystkie wybrane przeze mnie odmiany były uprawiane w dawnych ogrodach, przed prawie wiekiem, jak New Dawn, lub przed wieloma wiekami, jak R. gallica var. officinalis, zwana różą aptekarzy i uprawiana już w XIV w. Ta róża znana jest także jako róża Lancasterów, bo jako swój herb przyjął ją ten właśnie ród, który w Wojnie Dwóch Róż stanął naprzeciw rodu Yorków spod znaku róży białej do walki o tron XV-wiecznej Anglii.

Lubię wiedzieć takie rzeczy. Także to, że różę damasceńską sprowadził do Europy rycerz Robert de Brie, wracając z wyprawy krzyżowej w r. 1254. Ispahan, najdłużej kwitnąca z róż damasceńskich, która również znajdzie się w moim ogrodzie, jest znana w Europie od 1832 r.

R. gallica 'Versicolor' o biało-różowych płatkach, inaczej Rosa Mundi, czyli Róża Świata, uprawiana była już przed r. 1600, a być może dużo, dużo wcześniej. Według legendy jej nazwa wiąże się z imieniem pięknej Rosamund Clifford, kochanki XII-wiecznego monarchy, króla Anglii Henryka II.

 

Takie historie i legendy można snuć w nieskończoność. Róże, z ich bogatą symboliką, mają swoje miejsce w historii, w religii i w sztuce. A róże historyczne znajdą miejsce w moim ogrodzie. Taką mam nadzieję.

Pierwszy krok na drodze do ogrodu różanego już wykonałam, nie ma odwrotu. A o postępach na tej drodze opowiem na blogu.

***
Ilustracje róż, które posadzę w moim ogrodzie, uprzejmie wykonał pan Pierre-Joseph Redouté... na początku XIX w. Zaczerpnęłam je z NYPL Digital Gallery. Kolejno od góry: R. gallica 'Officinalis', R. gallica 'Versicolor', R. alba 'Maiden's Blush', R. centifolia 'Muscosa'.


wtorek, 18 lutego 2014

Sieje się


Mój pierwszy wiosenny ogródek w tym roku. Tak, kiedy tylko dzień staje się dłuższy, nie mogę się powstrzymać, w ruch idą nasiona.  Lubię te miniaturowe ogródki, co prawda miną jeszcze miesiące, zanim sadzonki będą mogły powędrować do ogrodu, ale przedsmak wiosny czuję już teraz. W tym roku staram się nie szaleć, ale pomidory - już się tego nauczyłam - naprawdę muszę wysiewać w lutym, inaczej u mnie nie zdążą.


poniedziałek, 27 stycznia 2014

U nas zima jakby większa...

Już od dawna wiem, że mieszkam na lokalnym biegunie zimna. Śnieg zawsze utrzymuje się tu dłużej, kwiaty kwitną później niż choćby kilka kilometrów stąd. Zima może dać się we znaki, ale dostarcza też niezapomnianych wrażeń estetycznych. Mimo wszystko - lubię, dopóki temperatura nie spada poniżej -20, a śniegu nie spadnie na raz więcej niż 20 cm.

Tak było wczoraj, nasze osiedle i droga do niego w promieniach popołudniowego słońca:


  
Lubię te zdjęcia. Góra w rzeczywistości robi większe wrażenie, ale podobają mi się kolory śniegu: różowo-lila-niebieskie. Zupełnie jak na obrazach Fałata.*




Słońce chowa się za górą i kolory gasną...





Rano wyglądam przez okno na poddaszu, ogród śpi pod grubą pierzyną śniegu.
 

 
---
*O, na przykład tu, tylko pejzaż inny:

Julian Fałat "Zima na Polesiu". Źródło: desa.pl

niedziela, 27 października 2013

W niedzielę...


Śniadanie w ogrodzie, bujanie się w hamaku z książką, potem spacer. Całkiem nieźle jak na ostatnią niedzielę października.




* Te białe plamy pod żywopłotem to moje koty dochodzące. Po lewej w zbliżeniu. *

* Kwitną jeszcze michałki i lak jednoroczny - ostatnie kwiaty tego roku. Reszta uległa zmrożeniu na przełomie września i października *

Spacer tym razem był bez aparatu, a o książce napiszę następnym razem.
Mam nadzieję, że wszyscy zdołali dziś naładować swoje wewnętrzne akumulatory na nadchodzący tydzień!