Dzisiaj pełnia. Ciekawe, czy w lesie czają się jakieś stwory? Do lasu tylko parę kroków...
A ten mały punkcik pod Księżycem - to Jowisz.
czwartek, 10 listopada 2011
środa, 9 listopada 2011
Święto Niepodległości
Jak uczcić Święto Niepodległości? Najlepiej radośnie. A Prezydent zachęca do przypinania biało-czerwonych kotylionów. Uroczy pomysł, bardzo proszę! Ja zrobię to tak:
Biało-czerwona broszka zrobiona przeze mnie i szal, również w barwach narodowych - polski jedwab z Milanówka.
A jeśli pogoda dopisze, to kto wie, może w tym stroju wybiorę się nawet na majówkę? To jest, przepraszam, na listopadówkę :)
Biało-czerwona broszka zrobiona przeze mnie i szal, również w barwach narodowych - polski jedwab z Milanówka.
A jeśli pogoda dopisze, to kto wie, może w tym stroju wybiorę się nawet na majówkę? To jest, przepraszam, na listopadówkę :)
wtorek, 8 listopada 2011
Jesienne świeczniki
Zapisuję w moim wirtualnym notesie bardzo prosty pomysł na jesienną dekorację, na który natknęłam się przypadkiem na stronie Marthy Stewart (tutaj znajduje się oryginalny artykuł).
Świeczniki "Płonące listowie" - wystarczy tylko okleić szklany pojemnik suszonymi liśćmi, w sposób pokazany na zdjęciu (od zewnątrz) i wstawić do środka świeczkę do podgrzewacza.
Bardzo łatwe i - chyba - efektowne, choć ja już w tym roku nie zdążę się przekonać.
Oczywiście Martha podaje gdzie i za ile kupić odpowiednie świeczniki, ale, powiedzmy sobie szczerze, zwykłe słoiki po dżemie mogą się nadać równie dobrze, a jako dekoracja jesiennego przyjęcia w ogrodzie, może nawet lepiej.
Świeczniki "Płonące listowie" - wystarczy tylko okleić szklany pojemnik suszonymi liśćmi, w sposób pokazany na zdjęciu (od zewnątrz) i wstawić do środka świeczkę do podgrzewacza.
Bardzo łatwe i - chyba - efektowne, choć ja już w tym roku nie zdążę się przekonać.
Oczywiście Martha podaje gdzie i za ile kupić odpowiednie świeczniki, ale, powiedzmy sobie szczerze, zwykłe słoiki po dżemie mogą się nadać równie dobrze, a jako dekoracja jesiennego przyjęcia w ogrodzie, może nawet lepiej.
niedziela, 6 listopada 2011
Niedziela na gorczańskim szlaku
Kolejny piękny dzień! Listopad w tym roku naprawdę rozpieszcza nas pogodą. Na szlaku był spory jak na tę porę roku ruch, ale udało mi się zrobić kilka zdjęć "nieskażonych" obecnością turystów.
Stare szałasy pasterskie przy szlaku z Lubomierza na Kudłoń. Kiedyś w Gorcach wypasano owce... Dzisiaj szałasy powoli niszczeją, a hale zarastają...
Suche trawy złocą się w słońcu. Światło było dzisiaj cudowne.
Stare szałasy pasterskie przy szlaku z Lubomierza na Kudłoń. Kiedyś w Gorcach wypasano owce... Dzisiaj szałasy powoli niszczeją, a hale zarastają...
Suche trawy złocą się w słońcu. Światło było dzisiaj cudowne.
sobota, 5 listopada 2011
Len i róże
Wspominałam już kiedyś o mojej jesiennej fascynacji lnem. Zwłaszcza tym surowym, naturalnym, niebarwionym, który wprost idealnie podkreśla charakter tej pory roku. Można z niego zrobić zasłony, obrus, poszewki na poduszki - pomysłów jest mnóstwo. Mnie jednak tym razem len posłużył do zrobienia czegoś zupełnie innego. Inspiracją była oczywiście przyroda... jeszcze wspomnienie lata. Z lnu powstały kwiaty - jedna duża róża i kilka małych, których forma nawiązuje do delikatnej urody dzikiej róży. Dzwonek na razie jest prototypem ;)
Do ozdobienia kwiatów użyłam srebra, rzecznych perełek i minerałów. Duża róża ma środek z kwarcu dymnego, a "polne" różyczki są wyszywane perłami i srebrnymi kuleczkami, jedna ma też oczko z opalu, a inna z kamienia księżycowego. Wszystko w beżach i szarościach - na tym tle ciepła mleczna barwa pereł pięknie się prezentuje.

Do ozdobienia kwiatów użyłam srebra, rzecznych perełek i minerałów. Duża róża ma środek z kwarcu dymnego, a "polne" różyczki są wyszywane perłami i srebrnymi kuleczkami, jedna ma też oczko z opalu, a inna z kamienia księżycowego. Wszystko w beżach i szarościach - na tym tle ciepła mleczna barwa pereł pięknie się prezentuje.
Co można z nimi zrobić? Zastosowań może być nieskończenie wiele - we wnętrzach jako np. luksusowa dekoracja stołu albo abażuru stylowej nocnej lampki. W modzie - jako ozdoba do włosów, broszka, albo aplikacja balowej sukni (myślę, że interesujący byłby kontrast z delikatnym jedwabiem). Małe różyczki z perłami byłyby piękną ozdobą satynowych pantofelków.
Na razie jednak postawiłam na naszyjnik (sznurek lniany ręcznie pleciony, wisiorek z agatu Botswana).

czwartek, 3 listopada 2011
Ostatnie grabienie liści
W takie dni jak dziś po prostu kocha się jesień. Słońce, ciepło i ten obłędny błękit nieba! Lasy wciąż są kolorowe, ale u mnie w ogrodzie drzewa coraz bardziej ogołocone. Jesiony już całkiem straciły liście, podobnie lipa. Na jabłonce kilka ostatnich listków połyskuje złotawo, a na brzoskwini czerwono. I tylko modrzew strzela w niebo płomieniem żółtych szpilek.
Wprost idealny dzień na zgrabienie liści, chyba już po raz ostatni tej jesieni. Miałam zamiar je zebrać kosiarką, ale po namyśle wybrałam bardziej proekologiczny i prozdrowotny sposób. Po prostu szkoda mi było zakłócać piękno tego dnia hałasem silnika i spalinami.
Moje poczucie estetyki jest chyba rzeczywiście nieco zwichrowane, bo kiedy pod warstwą liści odkryłam kępki małych grzybów (ciekawe, co to za jedne), zamiast załamać ręce nad stanem mojego trawnika, prawie się ucieszyłam i pobiegłam po aparat.
Jak to dobrze, że czasem nawet w listopadzie można naładować swoje wewnętrzne akumulatory słoneczne!
Subskrybuj:
Posty (Atom)













